środa, 7 września 2011

Gra zmysłów. Strach przed dentystą.

Strach przed dentystą – jak wiadomo problem ten potrafi być tak palący jak może być tylko ból zęba lub kolejny mecz piłkarski Polska-Niemcy.
W poprzednich wpisach podałem trochę przydatnych informacji o dentalfobii ale wciąż jeszcze jest bardzo dużo konkretów do przedstawienia.

Okazuje się, że najbardziej przydaną informacją na ten temat jest uświadomienie sobie, że ludzi dotkniętych tym samym problemem co my jest całe mnóstwo.

Nie ma chyba dokładnych statystyk na ten temat w Polsce ale śmiem twierdzić, że kilkadziesiąt procent społeczeństwa (blisko połowa), w różnym stopniu i w różnym okresie swego życia bało się dentysty.
Kilkadziesiąt a może kilkaset tysięcy ma skrajną dentalfobię, omija dentystę nawet gdy ból dosłownie zwala z nóg, faszeruje się silnymi lekami przeciwbólowymi czasem jedynie decydując się na zabiegi ale tylko w znieczuleniu ogólnym.

Warto to sobie uzmysłowić. Jest dzięki temu łatwiej. W grupie raźniej!

Większość ludzi tak na prawdę boi się podobnych rzeczy.

Czego się boimy? Tego co możemy odczuć zmysłami czyli wzrokiem, słuchem, węchem, smakiem i oczywiście dotyku. 

Wzrok.
To nie jest nic wstydliwego bać się widoku dziwnych, ostrych przedmiotów, które z daleka widać że są groźne i potrafią zranić, sam ich widok potrafi wywołać dyskomfort. Tym bardziej, że wiemy że mogą powodować nieprzyjemne sytuacje.


To normalne. Przecież każdy szanujący swe życie i zdrowie człowiek z respektem będzie podchodził do odwróconej ostrzem do góry kosiarki do trawy. W kuchni czyszcząc mikser czy sokowirówkę dwa razy się upewnimy, że jest odłączona od prądu. Dbamy przecież o zachowanie dotychczasowej długość naszych palców.
Tak więc lęk przed dziwnymi przedmiotami w gabinecie stomatologicznym też jest na swój sposób normalny. To część naszych odruchów obronnych, które pozwalają nam żyć i omijać niebezpieczeństwa w świecie.
Strzykawka, igła, narzędzia chirurgiczne – one najczęściej przyprawiają nas o dreszcze.

Można próbować sobie wmówić, że są tu dla naszego dobra, wręcz radośnie oczekują aby być naszym ukojeniem w rękach sympatycznej, delikatnej i do tego ślicznej dentystki.
Jednak z doświadczenia wiem, że lepiej ich po prostu nie widzieć, lub patrzeć w ich kierunku jak najmniej. 
Lepiej zamknąć oczy i z premedytacją, myśleć o czymś dla nas przyjemnym i relaksującym np. wakacjach, dzieciach.  Warto ćwiczyć sobie ten moment w domu, najlepiej leżąc przed zaśnięciem i  myśląc o niebieskich migdałach.
Różne techniki relaksacyjne, medytacje będą tu bardzo pomocne.

Wiem doskonale, że jakbym zaczął rytmicznie machać strzykawką z igłą lub kleszczami tuż przed oczami najbardziej świadomego i zrelaksowanego pacjenta (np.innego dentysty) to szybko poczułby się on co najmniej nieswojo...

Osobiście przy pobieraniu mi krwi do badań zwykle odwracam głowę i zamykam oczy. Po prostu lepiej się nie nakręcać i omijać wzrokiem takie widoki. Czasem z samego patrzenia na to można zemdleć.
Uważam, że nie ma sensu walczyć z mocno zakorzenionymi naturalnymi odruchami obronnymi.
Lepiej jak dentysta trzyma takie rzeczy z dala od zasięgu pola widzenia pacjenta lub gdy jest to niemożliwe skutecznie czymś go zajmuje np.TV, ulotka, gazeta, intrygująca rozmowa ( itp.itd.) nie zostawiając czasu na rozglądanie się wokoło i tworzenie wewnętrznego napięcia, naturalnego w nowym, obcym i groźnym miejscu.

Dźwięki i słowa.
Dotyczy to również zmysłu słuchu ale tu już jest rola wyczucia i doświadczenia personelu medycznego.
Przy pacjencie lepiej nie prosić asysty o pomoc w stylu:
“Siostro skalpel ”, “Te ostre kleszcze poproszę”, Można i trzeba to zamienić na wcześniej ustalone hasła, np. “Poproszę xx” - i tu wstawić na przykład numer oznaczający rozmiar skalpela”.
To jest jak najbardziej naturalne bać się odgłosów z gabinetu stomatologicznego. Różne syczenia i buczenia w gabinecie potrafią być męczące i w konsekwencji powodować irytację i dyskomfort u niejednej osoby.
Można tu się doszukiwać resztek naszego pierwotnego sytemu alarmowego w końcu syczenie jadowitej żmij, bzyczenie atakującej osy to sygnały które stawiają nas na baczność nawet jak słyszymy je tylko w telewizji na kanale przyrodniczym.
O technikach przesłuchań i zamęczania więźniów dźwiękami w państwach totalitarnych nie chcę się tu rozpisywać.

Najgłośniejsza jest oczywiście turbina wysokoobrotowa. Trudno ją  porównać do czegoś występującego w przyrodzie. Produkowane są na szczęście coraz cichsze modele.
Nawet opracowywane jest urządzenie zupełnie tłumiące jej dźwięki.
Najgorzej jest  zostać zupełnie zaskoczonym takim dźwiękiem kiedy  ma się już otwarte usta i jest się bez wpływu na to co się dzieje.
Uważam, że dobrze jest najpierw choć przez chwilę osłuchać się z takim intensywnym dźwiękiem przed jakimkolwiek działaniem w ustach. Dentysta może “puścić” tą "muzykę" na chwilkę przed jej właściwym zastosowaniem.
Warto też ustalić z dentystą system komunikacji kiedy nie możemy mówić.
W moim przypadku uniesiona lewa dłoń pacjenta oznacza STOP. Jak tylko widzę rękę w górze od razu wszystko przerwam. Chodzi o zapewnienie pacjentowi poczucia kontroli nad tym co się dzieje.
Oczywiście jakimś rozwiązaniem będzie muzyka w gabinecie. Pomocne jest nawet przyniesienie przez pacjenta swoich ulubionych zespołów i najlepiej dopasowanych słuchawek na uszy. Choć to akurat może utrudnić komunikację z dentystą.

Jak na razie postęp w stomatologii (specjalne żele, piaskarki abrazyjne, laser, ozon) nie są w stanie wyprzeć narzędzi obrotowych czyli wierteł.

Zapachy
Często pewne zapachy kojarzą się z gabinetem stomatologicznym i przez to budzą negatywne emocje.. Szczególnie aromatyczny bywa eugenol, zapach podobny do goździków wykorzystywany do leczniczych wypełnień tymczasowych. Nie lubimy też zapachów, które powstają w trakcie leczenia.

Smak.
Wciąż wiele substancji wykorzystywanych w stomatologii jest niesmacznych, wręcz gorzkich lub bardzo kwaśnych. Często zapobiega to ich zjadaniu przez najmłodszych i stanowi paradoksalnie ich zaletę. Podobnie jak zapachy smak może być czynnikiem, na który reagujemy stresem i lękiem.
Skojarzenia z nieprzyjemnymi sytuacjami z przeszłości potrafią być bardzo zaskakujące a czasem nieuświadomione.
Potrafimy nie tolerować jakiegoś smaku czy zapachu, który wydaje się dla większości neutralny,
na przykład smak miętowy.
Duża wrażliwość na smaki i zapachy bywa niekiedy powiązana ze wzmożonym odruchem wymiotnym i ślinieniem się  ale o tym będę pisał innym razem.
Również dotyk wymaga osobnej uwagi.
Proszę o komentarze, pytania i konstruktywną krytykę :-)

 lek stom Witold Brzyski


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz